Moje początki z minimalizmem

Jak to jest z tym minimalizmem, a jak było u mnie? Jak wyglądały moje początki z minimalizmem? Czy pojedyncze odgracenie przestrzeni wokół siebie wystarczy? Dlaczego decyduję się na “mniej”? O tym w dzisiejszym wpisie, do którego serdecznie Cię zapraszam 🙂
Moje początki z minimalizmem
Tak naprawdę nigdy nie lubiłam nadmiaru. Pamiętam jak jako nastolatka regularnie robiłam porządki w szafie, i pozbywałam się rzeczy, których nie lubiłam. O i to jest dobre słowo – nie lubiłam. Z jakiegoś powodu moja szafa pełna była rzeczy, których nie lubiłam.
O minimalizmie usłyszałam chyba po raz pierwszy około pięciu lat temu. Niewiele później zaczęłam chłonąć treści związane z minimalizmem, np. kanał Miniwersji na youtube (który tak na marginesie bardzo Ci polecam), zaczęłam też wtedy czytać książki o minimalizmie. Czułam, gdzieś podskórnie, że jest to idea, która potrafi uporządkować wiele rzeczy, nie tylko w domu, ale i w głowie.
I tak sobie myślę, że to w sumie tak trwało. Na bieżąco pozbywałam się rzeczy z naszego domu, których nie lubiłam. Tym trochę na początku był dla mnie minimalizm – jedynie pozbyciem się niektórych rzeczy wokół mnie. Ale poszłam dalej, i dwa czy trzy lata temu natknęłam się na książkę Marie Kondo “Magia sprzątania”, i wtedy zrobiłam porządne porządki – raz a dobrze 🙂 Czy aby na pewno raz? No właśnie nie bardzo. Ale o tym później.
I tak z czasem zaczęłam minimalizować swoją listę TO DO, swoje zobowiązania, ilość bodźców i informacji, jakie dopuszczam do swojej głowy. I chyba wtedy zaczęło sprawiać mi to najwięcej satysfakcji. Posprzątałam w swoim domu, w swojej szafie, w swoich zdjęciach, w aplikacjach w telefonie, w mailach, no wszędzie, gdzie się dało 🙂 A moment zejścia ze swojej listy rzeczy do zrobienia, był jednym z lepszych momentów na tej drodze 🙂 Była to długa droga, na której w sumie wciąż jestem.
No właśnie – Czy odgracenie swojej przestrzeni raz, wystarczy?
Odpowiedź brzmi – to zależy 🙂 Jeżeli w tym samym czasie pracujemy nad naszymi nawykami zakupowymi, i robimy na bieżąco mini porządki w swojej przestrzeni (również tej komórkowej i komputerowej), to być może tak. Ale jeżeli z naszymi nawykami zakupowymi nie zrobimy absolutnie w tym czasie nic – no cóż, nadal możemy kupować rzeczy, których za jakiś czas stwierdzimy, że nie lubimy 🙂
Ja niestety wpadłam w ten błędny schemat. Pomimo porządnego odgracenia, co jakiś czas znów okazywało się, że w mojej przestrzeni, w moim domu, są rzeczy, których nie lubię, których nie potrzebuję. I znów sprzedawałam je na vinted czy oddawałam za darmo. I moje niekończące się pytanie: Dlaczego? Dlaczego pomimo moich starań, wciąż coś takiego się dzieje?
I tu wchodzi cała na biało kwestia złych nawyków zakupowych, z których zdałam sobie sprawę dopiero jakiś czas temu. O nich napiszę jednak osobny wpis, aby ten nie był przydługi 🙂
Co mi daje posiadanie “mniej”?
Ja ogólnie nie lubię nadmiaru. Nie lubię nadmiaru rzeczy wokół mnie, nadmiaru spraw, którymi “muszę” się zająć, nadmiaru informacji, reklam, bodźców. Nadmiar mnie bardzo męczy. Pamiętam, kiedy byłam tą nastolatką pozbywającą się połowy swojej szafy, przeważnie potrzebowałam się wyładować i “odbodźcować”. Posiadanie mniej daje mi więcej spokoju oraz więcej przestrzeni dla siebie – i dosłownie, i w przenośni.
Wiele osób ma podobnie: po prostu męczy ich posiadanie za dużo, i angażowanie się w zbyt dużo, więc posiadanie mniej, i angażowanie się w mniej, potrafi ukoić.
Zakupy i nawyki zakupowe
Moja udręka. I nie tylko moja 🙂 Mam swoje kategorie zakupów, nad którymi rozpoczęłam już pracę. Myślę, że praca nad swoimi nawykami zakupowymi to jeden z ważniejszych elementów minimalizmu, którego do tej pory nie dostrzegałam, i przez który tak jak napisałam powyżej – wiecznie miałam wokół siebie przedmioty, których nie lubię.
Ale tak jak napisałam wcześniej – o złych nawykach zakupowych zrobię osobny wpis 🙂
Dziś chciałam Ci opowiedzieć moją historię z początkami minimalizmu, która pewnie jeszcze nie raz gdzieś tutaj na blogu będzie się pojawiała, ponieważ czuję, że jest to ważny aspekt w moim życiu. Jest to idea, która (moim zdaniem) pięknie łączy się z ideą esencjalizmu oraz slow life, a które razem potrafią dać ukojenie, którego mam wrażenie że brakuje w naszych czasach 🙂
Daj mi znać, jeśli masz podobną historię za sobą, lub jeśli dopiero zaczynasz z minimalizmem 🙂
Dobrego, ciepłego dnia!
Ola 💛
